Znów gol w doliczonym czasie, ale mimo to wielki szacun

W rozegranym w Częstochowie meczu 31. kolejki rozgrywek Betclic III Ligi (gr.3), Ślęza Wrocław przegrała z miejscową Skrą 1:2.

 

Kolejny raz w ostatnich tygodniach Ślęza przegrywa mecz tracąc bramkę w doliczonym czasie, co oczywiście musi boleć, ale biorąc pod uwagę okoliczności, to możemy powiedzieć, że nasza drużyna zasłużyła w Częstochowie na duży szacunek. Kartki, kontuzje i inne okoliczności sprawiły, że w podstawowej jedenastce Ślęzy, w starciu z mocną Skrą zagrało aż 8. juniorów ( z czego 7. juniorami będzie też w przyszłym sezonie). Dla większości z nich ten mecz był prawdziwym debiutem w rozgrywkach III ligi, bo trudno za takowe traktować symboliczne występy, jakie zanotowali wcześniej. I ta praktycznie juniorska Ślęza była bliska sprawienia dużej niespodzianki.

Skra przeważała przez cały mecz, często oddając też uderzenia w kierunku bramki i egzekwując aż 17 rzutów rożnych. Ślęza przede wszystkim się broniła, ale też miała swoje okazje. Co też ważne, obrona Ślęzy wcale nie przypominała „obrony Częstochowy”. Nasi młodzi piłkarze nie panikowali i starali się rozgrywać piłkę, a nie wybijać ją jak najdalej od siebie. Oczywiście błędów się też nie ustrzegli, ale braku ambicji i zaangażowania nikt im nie odmówi.

Skra szybko mogła objąć prowadzenie, bo już w 5 min. świetną okazję miał Przemysław Sajdak, ale Kacper Kozioł zdołał jego uderzenie głową zbić na poprzeczkę. Bramkarz Ślęzy jeszcze kilkukrotnie w tej części meczu dobrze interweniował, a jego koledzy od czasu do czasu starali się postraszyć miejscowego golkipera, który musiał radzić sobie po uderzaniach Afonso i Oskara Zawanowskiego. Gdy już wydawało się, że w pierwszej połowie kibice goli nie zobaczą, w 44 min. po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, skutecznie uderzył głową Oliwier Kucharczyk.

Po zmianie stron w obrazie gry niewiele się zmieniło. Gospodarze szukali kolejnych goli, a Wrocławianie skutecznie im to utrudniali. Dobrze bronił Kozioł, ale i reszta drużyny stawała na wysokości zadania. Piłkarzem Ślęzy, który siał największy popłoch w okolicach pola karnego Skry, był wciąż jeszcze 16-sto letni Karol Chmielewski. Miał on kilka okazji, lecz niestety żadnej z nich nie zdołał wykorzystać. Szansę miał też Maciej Góral, ale po jego główce i rykoszecie, jedyną korzyścią był rzut rożny. W 80 min. na kolejną szarżę zdecydował się Chmielewski, i został sfaulowany w polu karnym, a po chwili Robert Pisarczuk, pewnie wykorzystując jedenastkę, doprowadził do wyrównania. Niewiele brakowało, by w 84 min. nasz najbardziej doświadczony piłkarz znów wpisał się na listę strzelców. Niestety, w doliczonym czasie strzałem z dystansu, piłkę w bramce umieścił Maciej Suski.

SKRA CZĘSTOCHOWA – ŚLĘZA WROCŁAW 2:1 (1:0)

1:0 Kucharczyk 44′
1:1 Pisarczuk (karny) 81′
2:1 Suski 90+1′

Skra – Warszakowski, Kucharczyk, Mikołajczyk, (62’Mazanek), Nocoń, Gołębiowski, Sajdak, Kossakowski (75’Łukasiewicz), Kabaj (86’Kosin), Jarek (62’Cieślak), Suski, Metlushko (62’Łukasiewicz)
rezerwa – Ciężkowski, Józefczyk, Fizgał
Ślęza – Kozioł, Wróbel, Chmielewski (88’Jakóbczyk), Haraszczuk, Kramer (88’Mamis), Góral, Korba (61’Pisarczuk), Kotlarz, Zawanowski (88’Wójcik). Afonso, Bieńkowski (61’Zawadzki)
rezerwa – Mszyca, Toboła, Wawrzyniak, Popowicz

Sędziowali – Gerard Gawron (Mielec) oraz Maciej Śliwa i Jakub Strelcow
Żółte kartki – Chmielewski, Afonso
Widzów – 50